31.01.2017

Papaji: To będzie twoje pierwsze spotkanie z sobą samym

W połączeniu samym z sobą, chodzi o to, by zostać gdziekolwiek się jest. Nie przeszkadzaj sam sobie. Gdziekolwiek jesteś, wtedy następuje połączenie. I chodzi tu o realizację, o samorealizację - wolność, oświecenie, jakkolwiek to nazwiesz. To nie jest to, co możesz sobie wyobrazić, co osiągnąłeś. To coś bardzo nowego, bardzo świeżego i będziesz to wkrótce miał po raz pierwszy. To będzie Twoje pierwsze spotkanie z sobą samym. 

Mogłeś napotkać nazwę i formę. Przez miliony lat napotykałeś nazwy i formy. Nawet teraz. Jeśli zostanie zadane Ci pytanie: "Czy widziałeś kogokolwiek bez nazwy i formy?" Nie sądzę, że możesz mi dać pozytywną odpowiedź. O czymkolwiek pomyślisz: jakiś przedmiot, rzecz, osoba - nie unikniesz nazwy i formy. A jeśli spotkasz kogoś bez nazwy i formy, to będzie najszczęśliwsza okazja w życiu i rozpoznasz bardzo dobrze ten moment, który jest Tobą, jest Tobą i jest Tobą. 

Zachowaj spokój. Nie myśl. Nie wyciągaj wniosków, wtedy jesteś Ty. Nie wypatruj tego. Nie wyczekuj. Nie wątp na temat swego majestatu. Nie wątp. I jesteś tym. Takie proste. Czyż nie?

Ten kto znajdzie, będzie wiedział, że znalazł. Ten, kto tego dokonał, będzie wiedział, że tego dokonał. 


 ~ Papaji

30.01.2017

Tolle: Już jesteście w procesie przebudzenia

Nie mówię Wam jak "tam" dotrzeć, lecz staram się Wam pokazać, że już tam jesteście. Nie chodzi więc o to, "jak dotrzeć do Teraz", lecz uświadomić sobie, że już się tam jest oraz że jest ono wszystkim, co istnieje. Właśnie przyszło mi do głowy wyobrażenie sali sypialnej, gdzie wielu ludzi pogrążonych jest we śnie. Taki wielki pokój, gdzie wszyscy śpią. Jedna z tych osób budzi się i widzi, że inni śpią nadal. I wtedy zaczyna krzyczeć - "Pora wstawać, pobudka!" Kilka osób śpi nadal i nic nie słyszy, lecz kilka osób zaczyna z lekka mrugać, następnie znów zapadają w sen, potem znów mrugają.

Czy naprawdę ma znaczenie, w jaki sposób dana osoba się obudziła? Jedna przebudzona osoba może mieć budzący wpływ na inne osoby znajdujące się na sali, jeśli krzyczy wystarczająco głośno. Jest to oczywiście analogia, a nie znaczenie dosłowne. Oznacza to, że każdy kto ma choć najmniejszą gotowość przebudzenia się, jest w trakcie budzenia się, a niektórzy z Was są już nawet w znacznej mierze przebudzeni. Każdy - w przeciwnym razie, nie byłoby Was tutaj. Nie przyciągnęłoby Was tutaj, gdybyście nie usłyszeli wołania - "Pobudka!" Niektórzy czytają książkę i mówią - "Wow, no tak!" - i to było właśnie wołanie "Pobudka!". Mogli też usłyszeć fragment jakiegoś nauczania.

Powiedzmy, że obudził mnie czyjś krzyk - mnie wystarcza to, że taka osoba się obudziła, a potem obudziła mnie. A zdołała mnie obudzić tylko dlatego, że na przebudzenie byłem już gotowy. Nie unieważnia to więc faktu, że ten ktoś obudził się z jakiegoś innego powodu. Być może śnił koszmar, który "wypchnął" go ze stanu uśpienia. Mam poczucie, że coś w tym rodzaju przydarzyło się mnie. Życie stało się tak nieprzyjemne, tak wewnątrz bolesne, że koszmar stał się nie do zniesienia. I to był dla mnie ów krzyk. Życie podsuwając mi ten koszmar, krzyczało: "Obudź się!" 


Tak więc każdy w taki czy inny sposób otrzymuje coś innego, jednak najważniejszym pytaniem jest to - czy potrafisz ten krzyk usłyszeć - czy jesteś gotów otworzyć oczy i pozostawić je otwarte. Tak więc fakt, że ktoś obudził się w sposób odmienny niż większość innych osób, nie deprecjonuje jego/jej roli jako osoby budzącej. 


Są ludzie, którzy już się budzą, choć ich umysły nawet o tym nie wiedzą. Ich umysły wciąż poszukują, mówiąc: "och, tak bardzo chciałbym się przebudzić" - są już jednak w pełni procesu przebudzenia. Przestają utożsamiać się z umysłem, stają się obecni, znikają problemy... A potem znów zapadają w sen. Nazywam to procesem, ponieważ oscylują pomiędzy identyfikacją z umysłem, a stanem przebudzenia.

Stopniowo stan wolny od utożsamienia się z umysłem zaczyna dominować - i to jest piękne. Jednak umysł wciąż może pytać: "Dlaczego ja się nie budzę?" Myślący umysł nawet nie wie, że się budzisz, ponieważ to nie on jest tym, który się budzi. To świadomość wycofuje utożsamienie się z myślącym umysłem - nie jest już więcej przez myślący umysł pożerana. 



 
 

25.01.2017

Krishnamurti: Musimy dokonać całkowitej rewolucji naszej istoty

Zaobserwujcie, co się obecnie dzieje w was i poza wami, w otaczającej was kulturze konkurencji - w kulturze, w której ludzie pragną władzy, stanowiska, prestiżu, nazwiska, sukcesu i wszystkiego, co się z tym łączy. Obserwujcie osiągnięcia, z których jesteście tak dumni - to całe pole zwane przez was życiem. Występuje w nim konflikt w każdej formie międzyludzkich stosunków, konflikt rodzący nienawiść, antagonizm, brutalność i nie kończące się wojny. To pole, owo życie, jest wszystkim, co znamy, a że nie jesteśmy w stanie zrozumieć wielkiej walki o byt, tym samym boimy się jej i uciekamy przed nią na wszelkie subtelne sposoby. Trwoży nas też nieznane: boimy się śmierci, obawiamy się tego, co czeka nas po dniu jutrzejszym. Boimy się tego, co znamy, i zarazem tego, co nie jest nam znane. Takie jest nasze codzienne życie i nie ma w nim nadziei. Dlatego każda odmiana filozofii, każda koncepcja religijna jest tylko ucieczką od aktualnej rzeczywistości, od tego, co jest.

Wszystkie zewnętrzne formy zmian spowodowanych przez wojny, rewolucje, reformacje, prawa i ideologie zawiodły całkowicie, jeśli wziąć pod uwagę problem zmiany zasadniczej natury człowieka, a tym samym społeczeństwa. Jako istoty ludzkie żyjące w niewiarygodnie potwornym świecie, postawmy sobie pytanie: czy to społeczeństwo oparte na współzawodnictwie, brutalności i strachu może mieć kres? Mam na myśli nie intelektualną koncepcję, nie nadzieję, lecz bezwzględny stan: świeży, odnowiony i niewinny umysł tego społeczeństwa, dzięki któremu można by stworzyć całkiem odmienny świat. Sądzę, że może do tego dojść tylko wtedy, gdy każdy z nas przyjmie do wiadomości zasadniczy fakt: my, jako jednostki, jako ludzkie istoty, jesteśmy całkowicie odpowiedzialni za obecny stan świata, i to niezależnie od tego, w jakiej części świata żyć nam wypadło i do jakiej kultury przynależymy.


Każdy z nas ponosi odpowiedzialność za każdą wojnę, gdyż sami jesteśmy agresywni, egoistyczni, przepojeni szowinizmem, ideologiami i uprzedzeniami. To wszystko nas dzieli. Stanowimy cząstkę tego potwornego społeczeństwa wraz z jego wojnami, podziałami, szpetotą, brutalnością i zazdrością, ponieważ przyczyniamy się do tego wszystkiego naszym codziennym życiem. Dopiero wtedy zaczniemy działać, gdy zdamy sobie sprawę - i to nie rozumowo, ale naprawdę, tak jak rozpoznajemy, że jesteśmy głodni lub że cierpimy z powodu bólu - iż jesteśmy odpowiedzialni za cały istniejący chaos, za wszelką nędzę całego świata.


Cóż jednak istota ludzka może uczynić, co możecie wy albo ja uczynić, by stworzyć całkiem odmienne społeczeństwo? Pytanie jest zasadnicze. Czy w ogóle można cokolwiek zrobić? Co my możemy zrobić? Czy ktoś nam to powie? Ludzie nam to mówili. Tak zwani przywódcy duchowi, którzy rzekomo rozumieją te sprawy lepiej od nas, mówią nam to, starając się wcisnąć nas w nowy schemat i podług niego ukształtować. Niedaleko nas to zaprowadziło. Przemądrzali i uczeni ludzie również mówili swoje, lecz to nie posunęło nas o wiele dalej. Mówi się nam, że wszelkie ścieżki prowadzą do prawdy - ścieżki, którymi dążą hindusi, chrześcijanie czy muzułmanie - że wszystkie one wiodą do tej samej bramy. 


Jeżeli spojrzeć na to trzeźwo, jest to oczywistą niedorzecznością. Do prawdy nie wiodą żadne ścieżki, bo to jest pięknem prawdy, że jest ona żywa. Ścieżka może prowadzić do rzeczy martwej, gdyż rzecz martwa tkwi w jednym miejscu, jest statyczna. Gdy ujrzycie, że prawda jest czymś żywym, poruszającym się, nie znającym spoczynku, że nie ma ona świątyni, meczetu czy kościoła, że nie może was do niej zaprowadzić żadna religia, żaden nauczyciel, żaden filozof, nikt w ogóle, wtedy też zrozumiecie, że żywym elementem prawdy jest to, czym obecnie jesteście - wasz gniew, wasza brutalność, wasza przemoc, rozpacz, cierpienie i smutek. Zrozumienie tego wszystkiego jest prawdą i możecie ją pojąć tylko wtedy, gdy dowiecie się, jak należy na te problemy w waszym życiu patrzeć. Nie można tego ujrzeć przez pryzmat ideologii, słów, uczucia nadziei czy strachu.

Widzicie więc, że nie możecie się na nikim oprzeć. Nie ma przewodnika, nie ma nauczyciela, nie ma autorytetu. Jesteście tylko wy - wasz stosunek do innych ludzi i do świata - poza tym nie ma nic. Zrozumienie tego albo wywoła w was wielką rozpacz, z której zrodzi się cynizm i rozgoryczenie, albo też spoglądając prosto w twarz rzeczywistości, ujrzycie, że nikt inny, tylko wy jesteście odpowiedzialni za świat, za siebie samych, za to, co myślicie, co czujecie i co robicie. Zniknie wtedy wszelkie litowanie się nad sobą. Zazwyczaj bowiem dobrze się czujemy, mogąc zrzucić winę na innych ludzi, a jest to tylko forma litowania się nad sobą samym.


Czy potrafimy więc, wy i ja, dokonać w sobie - bez jakiegokolwiek zewnętrznego wpływu, bez przekonywania, bez strachu przed karą - dokonać w samej treści naszej istoty całkowitej rewolucji, przeobrażenia, tak abyśmy już nie byli brutalni, gwałtowni, współzawodniczący, niespokojni, lękliwi, zazdrośni, zawistni, ale byśmy byli wolni od przejawów swej natury zbudowanej przez zepsute społeczeństwo, w którym toczy się nasze codzienne życie?






~ Jiddu Krishnamurti

22.01.2017

Nelly Radwanowska: Tylko w strefie zero jesteśmy nieubezwłasnowolnieni


Nasze życie nie jest takie, jak je zmysłowo postrzegamy. Każdy człowiek samodzielnie "tka"namacalne dla jego zmysłów, holograficzne formy czasoprzestrzenne, tworzące obrazy jego życia. Istnieją one dopóty, dopóki ich twórca utożsamia się z nimi, czyli odbiera je jako prawdziwe.

Większość ludzi ma złudzenie, że posiada "wolną wolę" i ich czyny są z nią zgodne, ale nie zdają sobie sprawy, że odgrywają jedynie rolę interfejsa dla zewnętrznego scenariusza ziemskiego spektaklu. Programowanie umysłu poprzez zmysły i transmisje pozazmysłowe transformują na bieżąco całą ludzką rasę i każdy człowiek jest zindywidualizowanym akumulatorkiem całej tej "gry w oddzielenie". Zróżnicowanie parametrów genetycznych pomiędzy ludźmi, przyczynia się do tak wielkiej różnorodności przeplatających się obrazów komputerowo stymulowanych rzeczywistości na całym świecie.

Warto dodać. że cała wiedza o pozaziemskich cywilizacjach wraz z kręgami zbożowymi i kontaktami z UFO to również jeden z teatrów stworzonych na miarę dla "poszukiwaczy prawdy". Już nie wspomnę o całych zastępach jasno-widzacych, jasno-słyszących astrologach, wiedźmach, numerologach lub pracujących z energiami, karmą, demonami, aniołami czy o "ustawiaczach rodzinnych". Życie w uzależnieniach od poglądów innych i robieniu wrażenia to niesamowity spektakl głęboko śpiących ludzi, który trwa tak długo, jak długo odgrywamy w nim przyjęte przez siebie role. Te rzeczywistości-teatry, są stwarzane przez ludzi, którzy są tego zupełnie nieświadomi.

Wszyscy żyjąc poprzez umysł, doświadczamy życia z poziomu oddzielenia i jesteśmy "obiektami" dostępnymi sterowaniu nieograniczonych oprogramowań będąc zanurzonym, czyli utożsamionym ze sztucznym oprogramowaniem, jakim jest umysł. Człowiek generuje emocje, dzięki którym manifestują się myśli i słowa zasilane przez niego samego - za uwagą podąża energia.


Ta wykreowana rzeczywistość jest mentalną projekcją, czyli pochodzi ze strefy częstotliwości, w których umysł rządzi jako jedyny software. Jedynie w strefie zero, czyli bez myśli i bez emocji, człowiek nie jest dostępny dla transmitowanych kodów usidlających Istotę w stanie "ubezwłasnowolnienia", w którym pełni rolę "tkacza gobelinu wedle obcego projektu".

Jedynie podtrzymywanie pozytywnych myśli i łagodnie wyrażonej radości, umożliwia "zabawę w życie" bez planowania, porównywania, gnania, narzekania, paplania, plotkowania, oczerniania, pretensji - w dziękczynieniu, w wiecznym Tu i Teraz, które jest jedynym miejscem komunikacji samym z sobą, gdzie żadne programowanie nie ma dostępu, a człowiek budzi się ze snu i dopiero wtedy zaczyna się świadome doświadczanie życia, które jest czymś zupełnie innym, niż miał w umyśle wrażenie, że jest.



 ~ Nelly Radwanowska


19.01.2017

Mooji: Kto naprawdę odczuwa uczucie sprzeciwu?

Wewnątrz Was jest takie miejsce, które świadomie rozpoznaje Wasz wewnętrzny sprzeciw (...)

Nie szukamy lekarstwa na chorobę. Zajmujemy się tym, z czego korzystamy. Choćby takie chwile, jak ta, przetwarzacie na sprzyjającą sytuację, którą wykorzystujecie jako możliwość poznania kim naprawdę jesteście. Umysł szybko szuka rozwiązań. Stwarza problem i chce natychmiast znaleźć rozwiązanie. A my nie potrzebujemy centrum śledzenia umysłu.

Natomiast kiedy pojawia się sprzeciw w dowolnej formie, możecie go przyjąć wraz z myślą: "Dobrze, przyjrzyjmy się, kto będzie doświadczać tego uporu. To jest zwyczajne uczucie, to ja. A ja to ten, kto go doświadcza". Takie stwierdzenie może wydać się niemądre. Jednak postarajcie się prześledzić, kim jest to "ja". Czy to "ja", które doświadcza może pozostać milczącym i spokojnym? To bardzo ważne pytanie. Pozostańcie z nim sam na sam.

Czasami umysł może się oburzać: "Jakie to głupie pytanie? Oczywiste, że tu nikogo nie ma, nikt nie istnieje." I nagle umysł zaczyna wygłaszać teorie Adwajty. Ale Wy nie ustępujcie - pozostańcie w pojedynkę z pytaniem: "Kto tego doświadcza?" - dlatego, że to uczucie istnieje w ciele. Wykorzystujcie to uczucie. Wtedy zdarzy się coś nieoczekiwanego. Kiedy w ciele-umyśle pojawiają się podobne uczucia, jest to sprzyjająca okoliczność do przeniknięcia przez nie w głąb (siebie). Wykorzystujcie to uczucie. Lecz nie traćcie wiele czasu na pozbycie się problemu, ponieważ skupienie na problemie daje aspekt personalny.

Wyłącznie obserwujcie, kiedy pojawi się problem, niezależnie od tego czy jest piękny czy wstrętny, gorzki czy słodki. Tylko obecność jest stała, wszystko inne się zmienia. Utożsamiajcie się z Obserwatorem, który jest spokojny, dlatego, że zawsze jest tam (w środku). I to właśnie nazywam "jednym lekiem dla wszystkich". Trwajcie w pozostawaniu bycia w tutaj. Możecie przepuszczać jakieś myśli, bo one będą napływać, w rodzaju: "Nie odczuwam niczego", "Unikam problemu, choć powinienem wziąć za siebie odpowiedzialność...". Tego rodzaju myśli prowadzą Was na powrót do myślenia, skupiania się na problemach. Wy pozostajecie tylko Obserwatorem.

Po jakimś czasie obecność straci zainteresowanie pytaniem "Jak to jest być obserwatorem?". Dlatego zwracam Wam uwagę - śledź i sprawdzaj, czy obserwacja może się obserwować. Nie wiem czy rozumiecie ważność tego. Zwykle patrzycie na treść, fabułę: "Ach, teraz się zmieniło, chmury pociemniały". Opowiadacie historię, która jest projekcją umysłu. A ja chcę, żebyście spojrzeli na opowiadacza fabuły. I kto w tym momencie patrzy na tego opowiadacza.

Powinniście wrócić do wnętrza, zamiast szukać w dali. Nie znajdziecie rozwiązania na zewnątrz. To Wasz umysł chce żyć na zewnątrz, ale Wy - wewnątrz. On chce Was wyciągnąć na zewnątrz i dlatego mówi: "Problem jest na zewnątrz, to on, to ona!". I jeśli dopuścicie to, zaczynacie opowiadać fabułę: "To się wydarzyło w środę, potem zadzwoniłem..." itd. Już się pogrążyliście w pracy umysłu.

Lecz to, co widzi to wszystko, jest tutaj (w środku). Jest także widzący, który reaguje na to, co widzi. Ten widzący, nie jest bez zarzutu. On także podlega pewnym uwarunkowaniom. Jego czucie (odczucia) są w nas. Osobowość, ograniczona osobowość, ma też okazję do obserwacji. Różnica jednak polega na tym, że osobowość obserwuje wyłącznie dla własnych celów. Nienaganny obserwator po prostu obserwuje.

Poczuj go w ciele i nie staraj się od niego uwolnić. Wówczas, w swoim czasie zrodzi się pytanie: "Kto doświadcza tego uczucia?"


~ Mooji

16.01.2017

Osho: Jesteś absolutnie niezastąpiony

Nie podążaj za innymi, nie naśladuj, bo to rodzi głupotę. Przyszedłeś na świat z ogromnym potencjałem inteligencji. Urodziłeś się z wewnętrznym światłem. Słuchaj cichego, spokojnego głosu w sobie, a on będzie cię prowadził. Nikt inny nie może się tobą kierować, nikt inny nie może być dla Ciebie wzorcem, bo jesteś wyjątkowy. Nie było nikogo dokładnie takiego jak Ty. Na tym polega Twoja wielkość, Twoja wspaniałość - jesteś absolutnie niezastąpiony, jesteś sobą i nikim innym.

Człowiek naśladujący innych to pseudoczłowiek. Może uchodzić za świętego, ale jest fałszywy. Świętość pozostaje na powierzchni, na skórze. Zadrap go lekko, a zobaczysz co kryje się w środku.

Naśladując innych, ukształtujesz sobie wspaniały charakter, lecz nie będziesz miał pięknej świadomości - a jeśli jej nie masz, nigdy nie będziesz wolny. Możesz zmieniać więzienia, możesz zmieniać to, do czego jesteś przywiązany, swoje granice. Możesz zostać hinduistą, chrześcijaninem, muzułmaninem albo dżinistą - nic Ci to nie pomoże. Bycie dżinistą oznacza naśladowanie Mahawiry. Tylko, że nie ma nikogo takiego samego jak Mahawira i nigdy nie będzie. Naśladując Mahawirę, stajesz się fałszywy. Zagubisz swoją tożsamość, uczciwość, będziesz okłamywał samego siebie. Staniesz się sztuczny, a to najprostsza droga do tego, by stać się przeciętnym głupcem.

Prawdziwi mistrzowie wychowują mistrzów, a nie naśladowców. Prawdziwy mistrz wrzuca Cię na powrót do Ciebie. Jego wysiłek prowadzi do tego, aby Cię uniezależnić, bo byłeś zależny od stuleci i nie zaprowadziło Cię to donikąd (...) Fałszywy mistrz zachęca, byś za nim podążał, naśladował go, stał się jego kopią. Prawdziwy mistrz nie pozwoli Ci zostać kopią, chce, żebyś był oryginałem. Kocha Cię! Jakże mógłby uczynić z Ciebie naśladowcę?


Trzeba iść przez życie bez zabezpieczeń, szukać własnej drogi. Życie jest wyzwaniem, jest dla Ciebie szansą, abyś mógł się odnaleźć. Ale głupiec nie chce iść trudną drogą - wybiera skróty. Mówi sobie: "Budda doszedł, to czym mam się przejmować? Przyjrzę się temu, co robił. Jezus doszedł, to po co mam szukać? Zrobię to, co on, stanę się jak jego cień" (...)

Świeć własnym światłem, a będziesz mądry. Pozwól innym, by byli Twoimi przewodnikami, a pozostaniesz głupi. Będziesz wciąż przegapiał szanse życia, które przecież są Twoje! 


Życie to cudowna pielgrzymka, ale tylko dla tych, którzy są gotowi szukać o własnych siłach.

  

~ Osho

13.01.2017

Adyashanti: Każda koncepcja "ja" jest nieprawdziwa

Największą barierą, na którą trafiają osoby zajmujące się duchowością, jest właśnie duchowość. To jest przeszkoda. Ponieważ zawiera w sobie wiele różnych duchowych koncepcji. Duchowość jest bardzo podatna na to, co nazywam "magicznym myśleniem". Jednak prawdziwe duchowe badanie, naprawdę pierwszą rzeczą, na którą powinniśmy zwrócić uwagę, jest to nasze "magiczne myślenie". Rzeczy, których nie podajemy w wątpliwość, których nawet nie wyobrażamy sobie zakwestionować. Jak już wspomniałem, dla wielu ludzi, których spotykam, ostatnią rzeczą jaką kwestionują, są oni sami. Są zajęci myśleniem: "Jak mogę doświadczyć tego, co chcę doświadczyć", "Jak mogę odnaleźć pokój, poczuć miłość, odnaleźć dobroć Boga", "Jak mogę znaleźć to, czego szukam"?

To, od czego powinniśmy zacząć to "Czym jest to, co szuka? Kto szuka?" - "Ja, ja szukam". Skąd mam wiedzieć czy moje szukanie jest właściwe, skoro nie wiem czym jestem? W czym zakorzenione jest to poszukiwanie? Kiedy ktoś dociera do tego punktu, jest to etap pewnej dojrzałości z duchowego, psychologicznego i intelektualnego punktu widzenia. Gdy zaczynamy się przyglądać i widzimy, że nie wiemy czym jesteśmy, wstępujemy na bardzo grząski teren, nieprawdaż? W jaki sposób możemy być czegokolwiek pewni?

Więc kiedy przyglądamy się naszemu doświadczeniu i szukamy w nim siebie w intrygujący sposób, nic nie znajdujemy (...) Wiedzieć, że się nie zna nawet samego Siebie? To dopiero kryzys egzystencjalny. Jeśli wiesz to tylko intelektualnie, może być to tylko ciekawość. Lecz kiedy rozpoznasz to przez doświadczenie, wtedy rozpoczyna się w Tobie pewnego rodzaju kryzys, co jest dobre z duchowego punktu widzenia. Kryzys jest dobry w duchowości (...)

Kiedy mówię o "ja", mam na myśli nie tylko kwestię samorozpoznania, ale również "ja" w kategorii wyobrażeń na swój temat. Odbieramy to i zdajemy sobie sprawę, że nie ma żadnego "ja". To jedno z najbardziej wyzwalających przeżyć - chociaż konceptualnie może wydawać to się przerażające. Jednak doświadczalnie zdać sobie sprawę, że całe nasze pojęcie "siebie", jest tylko pojęciem - pojęciem, które może być praktyczne, użyteczne i funkcjonalne. Ale w zasadzie jest tylko tym. to koncepcja. Założenie. Jeśli przyjrzysz się wszystkiemu z czym się utożsamiasz, zobaczysz, że tak naprawdę nie ma w tym Ciebie. W żadnej z tych rzeczy (...)

Jeśli jest w ogóle jakieś "ja" i nie mówię o "Ja" z wielkiej litery, to określa je raczej czasownik. Nie jest to rzecz, nie jest to statystyczna rzecz. Jak już mówiłem, "ja" to tylko bardzo szybko poruszające się, bardzo złożone wzorce w umyśle. Umysł, ciało, emocje - to wszystko zmienia się nieustannie, wiruje wystarczająco szybko, dając Wam iluzję "siebie".

Dokładnie tak samo jak idziecie do kina. Dopóki taśma w projektorze kręci się wystarczająco szybko, daje Wam to poczucie ruchu. Kiedy jest to projektowanie prosto na ekran, zapłacicie tyle, ile trzeba. Jak długo taśma kręci się wystarczająco szybko przed lampą projektora, daje to iluzję ruchu. A tak naprawdę w tej taśmie każda z klatek jest nieruchoma, klatka jest całkowicie statyczna. I w pewnym sensie jest to metafora. Umysł porusza się bardzo szybko w połączeniu z naszą biologiczną budową, strukturą mózgu.

Wszystko to daje poczucie, że naprawdę istnieje - nie tyle co ruchome "ja", ale stałe "ja". To jest iluzja, nieprawdaż? Ale kiedy spojrzysz na iluzję, koniec końców przejrzysz przez nią.


Czegokolwiek nie nazywamy "sobą", nie jest w rzeczywistości "nami".



~ Adyashanti

8.01.2017

Nhat Hanh: Istniejemy razem dla siebie

Moja prawa ręka pisze poematy. Komponuję. Moja lewa ręka nie pisze żadnych poematów. Ale moja prawa ręka nie myśli: "Ty jesteś do niczego". Moja prawa ręka nie ma kompleksu wyższości. Dlatego jest bardzo szczęśliwa. Moja lewa ręka nie ma kompleksu niższości. Tak więc pomiędzy moimi rękoma istnieje mądrość, zwana "mądrością niedyskryminowania". 

Pewnego dnia pamiętam - wbijałem gwóźdź i moja prawa ręka nie była w najlepszej kondycji, co spowodowało, że uderzyłem w palec lewej dłoni. Odłożyłem młotek na bok i objąłem prawą dłonią kciuk lewej dłoni. Jak widzicie, one troszczą się o siebie nawzajem. Nie mówią do siebie: "Ja dbam o Ciebie, a Ty lewa ręko, musisz o tym dobrze pamiętać i odpłacić mi się w przyszłości". Nie zachodzi tutaj tego rodzaju myślenie. Moja lewa ręka nie powie: "Prawa ręko, sporządziłaś mi tyle krzywdy. Daj mi ten młotek, chcę sprawiedliwości". Ponieważ te dwie ręce wiedzą, że są razem - istnieją razem dla siebie.

~ Thich Nhat Hanh

4.01.2017

Tolle: Niech przeszłość i przyszłość zaczną umierać

Czy przeszłość mocno cię pochłania? Często o niej mówisz i myślisz, dobrze lub źle? O swoich wspaniałych osiągnięciach, przygodach i doświadczeniach, albo o tym, jak los cię skrzywdził, o wszystkich okropnościach, które ci wyrządzono, a może o czymś, co sam komuś zrobiłeś? Czy z twoich procesów myślowych rodzi się poczucie winy, duma, niechęć, gniew, rozżalenie bądź litość nad sobą? Jeśli tak, to nie tylko utwierdzasz się w fałszywym poczuciu "ja", lecz zarazem przyspieszasz starzenie się własnego ciała, gromadząc w psychice spiętrzoną przeszłość.

Aby sprawdzić, czy rzeczywiście tak jest, przyjrzyj się tym osobom ze swojego otoczenia, które kurczowo czepiają się przeszłości. Niech przeszłość z chwili na chwilę w tobie umiera. Nie potrzebujesz jej. Odwołuj się do niej wyłącznie wtedy, gdy jest bezwzględnie aktualna z punktu widzenia teraźniejszości. Poczuj moc bieżącej chwili i pełnię Istnienia. Poczuj własną obecność. Niepokoisz się? Często myślisz o tym, co będzie, jeśli...? Znaczy to, że utożsamiasz się z własnym umysłem, który wybiega ku urojonym przyszłym sytuacjom, stąd zaś bierze się lęk. Przyszłej sytuacji nie sposób sprostać, bo ona najzwyczajniej w świecie nie istnieje. Jest tylko stworzonym przez umysł widmem. Możesz przerwać to szaleństwo, które niszczy ci zdrowie i pomału cię zabija.

Zauważ tylko obecną chwilę. Uświadom sobie, że oddychasz. Poczuj przepływ powietrza przez ciało. Poczuj wewnętrzne pole energii. W prawdziwym życiu - rozumianym jako przeciwieństwo urojeń, umysłowych projekcji - nigdy z niczym oprócz tej chwili nie będziesz musiał się uporać ani sobie poradzić. Zastanów się, jaki „problem" masz właśnie teraz - nie za rok, nie jutro ani za pięć minut. Czego brakuje obecnej chwili? Teraźniejszości zawsze sprostasz, ale nigdy nie zdołasz sprostać przyszłości - i zresztą wcale nie musisz. Rozwiązanie pojawi się, kiedy zajdzie potrzeba - nie wcześniej i nie później.

Czy czekasz na ten moment, kiedy nareszcie zaczniesz żyć? Jeśli wyrobisz sobie taki nawyk myślowy, teraźniejszość nigdy ci nie dogodzi, choćbyś nie wiedzieć ile osiągnął czy dokonał, bo przyszłość zawsze wyda się lepsza. Jest to niezawodna recepta na wieczne niezadowolenie i rozgoryczenie, prawda? Czy z reguły na coś czekasz? Jak wielką część życia spędzasz na czekaniu? Istnieje czekanie krótkofalowe - w kolejce na poczcie, w ulicznym korku, na lotnisku, na umówione spotkanie, na koniec pracy itp. Z czekaniem długofalowym mamy do czynienia, gdy ktoś czeka, aż zacznie się urlop, aż dostanie lepszą posadę, aż dzieci dorosną, aż wejdzie z kimś w naprawdę istotny związek, odniesie sukces, zarobi pieniądze, zostanie ważną osobistością, osiągnie oświecenie. Niektórzy ludzie przez całe życie czekają, kiedy wreszcie zaczną żyć.

Czekanie to stan umysłu, polegający na tym, że pragniesz przyszłości, odtrącając teraźniejszość. Odtrącasz to, co masz, pragniesz zaś tego, czego nie masz. Ilekroć na coś czekasz, bezwiednie wywołujesz konflikt wewnętrzny między swoim tu i teraz, w którym wolałbyś nie być, a czysto projekcyjną przyszłością, w której być chciałbyś.

Kiedy szanujesz, dostrzegasz i całkowicie akceptujesz swoją teraźniejszą rzeczywistość (to, gdzie jesteś, kim jesteś i co w danej chwili robisz), gdy z pełną zgodą przyjmujesz to, co masz, jesteś też wdzięczny za to, co masz, za to, co jest, za Istnienie. O kimś, kto odczuwa wdzięczność za obecną chwilę i za pełnię życia teraz, można powiedzieć, że mu się naprawdę powiodło. Takiego powodzenia nie da się osiągnąć w przyszłości. Z czasem samo zaczyna na rozmaite sposoby przejawiać się w twoim życiu.


~ Eckhart Tolle

3.01.2017

De Mello: Odniosłeś sukces... Jesteś pewien?

To, co chcę powiedzieć, zabrzmieć może nieco pompatycznie, ale jest prawdziwe. Może stać się najważniejszym momentem w waszym życiu. Jeśli uchwycicie, o co mi chodzi, złapiecie sekret przebudzenia. Bylibyście szczęśliwi zawsze. Nigdy więcej nie bylibyście nieszczęśliwi. Nic już nie byłoby w stanie was zranić. Dokładnie tak: nic. Jeśli wylejesz w powietrze czarną farbę, powietrze pozostanie bezbarwne. Nigdy nie zabarwisz go na czarno. I ty możesz pozostać tak nienaruszony.
 

Są ludzie, którzy osiągnęli to, co nazywam ludzkim istnieniem. Nie zawładnął nimi nonsens bycia kukiełką rzucaną raz w jedną raz w drugą stronę. Nie doszło do głosu pozwalanie zdarzeniom lub innym ludziom, aby dyktowali, jak się masz czuć. Ale czujesz się tak, a nie inaczej i mówisz, że łatwo cię zranić. Ha! Ja ci mówię, że jesteś kukiełką. Zatem czy chcesz nią być nadal? Wystarczy nacisnąć guzik i lecisz w dół – lubisz to? Jeśli jednak odmawiasz identyfikowania się z którąś z etykietek, większość twoich kłopotów zniknie. 

Pewien drobny biznesmen, pięćdziesięciolatek, sączy piwo w jakimś barze i rozmyśla: "Gdy spojrzeć na wszystkich z mojej klasy, to widać, że im się w życiu udało". Idiota! Cóż to znaczy "udało się". Ich nazwiska pojawiły się na łamach gazet? Czy według ciebie oznacza to jakieś osiągnięcie? Jeden z nich jest prezesem korporacji, inny prezesem sądu, jeszcze inny kimś jeszcze. Małpy, wszyscy oni są małpami. Kto ustala kryteria sukcesu? Wygłupione społeczeństwo. Głównym jego zadaniem jest utrzymywanie ludzi w chorobie. Im szybciej zdasz sobie z tego sprawę, tym lepiej. Wszyscy oni są chorzy. To lunatyczni szaleńcy. Zostałeś prezesem przytułku dla obłąkanych i jesteś z tego dumny, mimo iż to nic nie znaczy. Bycie prezesem korporacji nie ma nic wspólnego z życiowym sukcesem. Posiadanie wielkich pieniędzy nie jest równoznaczne z odniesieniem w życiu sukcesu. Odniesiesz sukces, jeśli się obudzisz! Wówczas nie musisz nikomu się tłumaczyć ani wyjaśniać; nie obchodzi cię, jak o tobie ktoś myśli czy mówi. Nie masz zmartwień, jesteś szczęśliwy. I to właśnie nazywam sukcesem. 


Dobra praca, dobra opinia, nie mają nic wspólnego ze szczęściem czy sukcesem. Nic. Są całkowicie od tego niezależne. To, co niejednego dzisiaj naprawdę obchodzi, kryje się przede wszystkim w obawie, co o nim pomyślą dzieci, najbliżsi sąsiedzi, jego żona. Powinieneś być sławny. Nasze społeczeństwo i kultura wbija nam to do głowy rano i w nocy
. 


Naśladujcie ludzi, którzy tego dokonali. Czego dokonali? Jedynie zrobili z siebie głupców. Całą swą energię zainwestowali w coś, co pozbawione jest wartości. Przestraszeni i zagubieni – są kukiełkami jak i cała reszta. Spójrz, jak dumnie stąpają po scenie. Spójrz, jacy są wytrąceni z równowagi, jeśli przydarzy im się plama na koszuli. I ty to nazywasz sukcesem? Spójrz, jacy są przerażeni swoją wizją, że gdzieś tam nie zostaną wybrani ponownie. I ty to nazywasz sukcesem? Są ciągle kontrolowani, poddawani nieustannej manipulacji. Nie potrafią cieszyć się życiem. Stale są napięci i pełni lęku. Czy to jest dla człowieka naturalne? Czy wiesz, dlaczego tak się dzieje? Z jednego tylko powodu. Ci ludzie utożsamiali się z pewnymi etykietkami. Dokonali identyfikacji swego "ja" z pieniędzmi, stanowiskiem bądź zawodem. I to był ich błąd. Możesz być hydraulikiem, prawnikiem, biznesmenem czy księdzem, ale nie ma to istotnego znaczenia dla "ja". Ciebie to nie dotyczy. Jeśli jutro zmienisz swój zawód, to tak, jakbyś wymienił ubranie. "Ja" pozostaje nietknięte. Czy ty jesteś swoim ubraniem? Czy jesteś swoim imieniem? Czy jesteś swoim zawodem? Przestań się z nimi utożsamiać. One przychodzą i odchodzą. Jeśli to zrozumiesz, nic nie jest w stanie cię dotknąć
.


Podobnie jak i komplementy czy pochwały. Kiedy ktoś mówi: "Jesteś wspaniały", to o czym on właściwie mówi? Mówi o "mnie", a nie o "ja". To "ja" nie jest ani wspaniałe, ani kiepskie. "Ja" nie jest zwycięstwem ani porażką. Nie jest żadną z tych etykietek. Te przychodzą i odchodzą. Zależnie od kryteriów ustalonych przez społeczeństwo. Zależą też od twych uwarunkowań. Uzależnione są od humoru osoby, która przypadkiem akurat z tobą rozmawia. Nie mają nic wspólnego z "ja", które nie jest żadną z tych etykietek. 


Jeśli zapytasz przebudzoną osobę: "Dlaczego jesteś szczęśliwa?" Odpowie ci ona: "A dlaczego by nie?" Szczęście jest naszym stanem naturalnym. Szczęśliwość jest naturalnym stanem małych dzieci, do których Królestwo należy aż do chwili, gdy je powstrzymamy i zarazimy głupotą społeczeństwa i kultury. 


Aby zdobyć szczęście, nie potrzebujesz niczego robić, bo szczęścia zdobyć nie można. Czy ktoś z was wie dlaczego? Ponieważ już je mamy. Jakże można zdobyć coś, co już się posiada? Dlaczego wobec tego nie doświadczacie go? Ponieważ musicie coś odrzucić. Musicie zrezygnować ze złudzeń. Aby być szczęśliwym, niczego nie trzeba dodawać, trzeba coś jedynie odrzucić. Życie jest łatwe, jest zachwycające. A jeśli jest trudne, to jedynie z powodu waszych złudzeń, waszych ambicji, waszej chciwości i nienasycenia. Czy wiecie, skąd to wszystko się bierze? Z utożsamiania się z rozmaitego rodzaju etykietkami
. 



~ Anthony De Mello

2.01.2017

Niech wszystko płynie naturalnie

Niedawno świeciło słońce, wczoraj trochę pokropiło, dzisiaj pada śnieg. I to wszystko bez udziału człowieka, jakiegokolwiek ruchu, walki, ambicji. Dzieje się naturalnym torem, przebiega wszystko naturalnie. Pogoda nie wydaje się być zmęczona. Człowiek jednak zazwyczaj wybiera to, czego pogoda nie wybrała - nie poddaje się prądzie życia, żyje w ciągłym przekonaniu, że jak tylko otworzy oczy, musi coś zdziałać, bo marnuje życie. Tylko patrząc w ten sposób, patrzy przez zamknięte oczy. I jak się tak przyjrzeć większości twarzy to widać zmęczenie, zawód, stłumienie. Czym jest to wywołane? Ciągłym niezadowoleniem z tego co jest.

Przychodzi więcej, przychodzi wrażenie, że jest więcej, ale poziom nieszczęścia pozostaje taki sam. To pozory. Przepełnienie to rodzaj nieszczęścia, z którego dodatkowo rodzi się obawa przed utratą. To nieustanne "więcej" tworzy blokady, potęguje strach dając pozór zabezpieczenia, sztucznie przykrywa odczuwany <brak>, jakby miał on istnieć w braku "więcej". Jeśli mieszkasz na piętrze i masz dziurę w podłodze, a będziesz łatał ją piaskiem, jest to walka z wiatrakami. Ale dokładając piasku do dziury, przez chwilę będziesz odnosił wrażenie, że wykonujesz dobrą robotę łatając dziurę, że jesteś coraz bliżej osiągnięcia celu.

Pogoda nie potrzebuje, aby jej pomagać w jakikolwiek sposób. Deszcz popada, śnieg spadnie, słońce poświeci i pogoda ma się dobrze, cokolwiek by się nie działo. Między pogodą, a człowiekiem nie musi istnieć duża przepaść. Ale będzie istnieć, dopóki nie nastąpi poddanie, które jest największym wrogiem ego. Warto poddać się dziurze w podłodze. Wu-Wei.


~ Paweł Drewniak

30.12.2016

Mooji: Rozpoznanie świadomości - niech spłonie iluzja

Kiedy rozpoznajesz świadomość, którą jesteś, a nie osobę - wtedy następuje rozpoznanie od osoby do Obecności. Jest jedynie poczucie Obecności. Nie chodzisz już ze skoroszytem na swój temat. To jest po prostu ta spontaniczna samoświadomość. To rozpoznanie zaczyna czyścić to, co było odczuwane jako osobowe mieszkanie. Zatem jeśli coś utknęło tam, coś co trzyma Cię w odczuciu, że jesteś konkretną osobą, w konkretnym smaku, w pewnym egotycznym stanie - wtedy świadomość zacznie oczyszczać to wszystko.

Nie może się zdarzyć, że spoczywasz w swojej źródłowej świadomości, a nadal na poziomie ekspresji okłamujesz, oszukujesz albo czujesz, że jesteś lepszy od innych. To nie byłaby prawda. Te odczucia same w sobie, piekłyby wewnątrz tak bardzo, że musiałbyś je porzucić. Zatem wewnętrzny i zewnętrzny świat muszą być w pewnym sensie zgodne. Nie możesz mieć ciasta, które wygląda jak czekolada, a smakuje jak sardynki. Kiedy zrozumiałeś w jaki sposób świadomość jest sama w sobie, zmienia się coś właśnie w jakości Twojej Obecności. Emanujesz rodzajem spokoju, bezruchu i otwartością. To jest rodzaj Przestrzeni.

Podstawową, główną rzeczą jest zrozumienie, wiedzenie i zweryfikowanie, że jesteś ulokowany jako Świadek tego wszystkiego, co przemija. I bycie jednym z tym Świadkiem. Z tą obserwującą Obecnością. Oto pierwszy krok.

Ty powiedziałeś [do pytającego], że zaczynasz od powiedzenia "Tak". I rozmawialiśmy o tym "Tak". Co to znaczy "Tak"? To jest "Tak" dla kompletnego powrotu do Domu. Do własnej, prawdziwej natury. Nie przygotowywanie się do kompromisów, kontraktów, nie potrzebowanie gwarancji. To jest wystarczające, że moja dusza jest rozpalona, a moja intuicja mówi: "Tak, idź na całość!". I w tym pełnym "Tak", wiele rzeczy, które nie są prawdziwe, wpadają do ognia. Automatycznie. Zatem, jeżeli się pali, niech się wypali. To nie czas na odzyskiwanie czegokolwiek. Niech wszystko spłonie...


~ Mooji

29.12.2016

Osho: Osiągnięcie wolności

Problem nie tkwi w tym, jak osiągnąć wolność. Wolność jest twoją wewnętrzną naturą. 

Nie musisz jej osiągać. Problem tkwi w tym, jak pozbyć się kajdan: przede wszystkim musisz rozpoznać i zrozumieć, że kajdany są kajdanami, a nie ozdobą. Więzienie jest więzieniem, a nie domem. Istnieje tysiąc rodzajów kajdan. Wleczesz je za sobą z nadzieją, że jakoś dociągniesz do cmentarza. Wydaje się, że na tym świecie, ulgę i odpoczynek możesz znaleźć tylko w grobie. Gdziekolwiek indziej się znajdziesz - znowu kajdany, znowu więzienie. Nazwy się zmieniają, kształty się zmieniają... chrześcijanin staje się hinduistą, hinduista chrześcijaninem, ale to tylko zmiana więzienia - tak naprawdę nie ma żadnej przemiany, żadnej wolności. To tylko zmiana starych kajdan na nowe. 


Nie pytaj, jak osiągnąć wolność - pytaj, jak ją utraciłeś. Urodziłeś się wolny, jak zatem stałeś się niewolnikiem? Urodziłeś się jako ludzkie istnienie, jak stałeś się chrześcijaninem, mahometaninem, hinduistą?



~ Osho